UWALNIANIE TRAUMY A LOGIKA KAPITALISTYCZNA (CZĘŚĆ 3/3)
PERSPEKTYWA PRAKTYCZKI SOMATIC EXPERIENCING®
DLACZEGO Z BIEGIEM PRACY Z TRAUMĄ SYMPTOMY MOGĄ SIĘ ZAOSTRZYĆ
Dla wielu osób, które doświadczyły traumy już samo skontaktowanie się z bieżącymi odczuciami z ciała i emocjami będzie budzić lęk. Tak samo, jak podróż w nieznane, która w przeszłości skutkowała atakami paniki, stanami lękowymi i wpadaniem w wir traumy. U tych osób już samo pytanie "co obecnie odczuwasz w ciele?" spowoduje aktywację szybującą daleko poza okno tolerancji. Dlatego w tej pracy nie ma uniwersalnych protokołów i procedur. Sztuka polega na terapeutycznym doświadczeniu i zbudowanej na jego bazie (somatycznej) intuicji która pozwoli ocenić, co jest dla klienta/tki wystarczające, ale nie za duże, aby mogło zostać zintegrowane: "Naszym najlepszym zasobem jest cierpliwość. Zamiast próbować się zmuszać do zmiany, możemy niespiesznie dążyć do zrozumienia ciała i zaakceptowania wszystkich jego aspektów, szczególnie tych, których się wyrzekliśmy lub których unikaliśmy. Świadomość i zrozumienie z czasem powoli doprowadzą do akceptacji i mogą dostarczyć niezbędnych zasobów do zmiany starych, nieaktualnych wzorców i zachowań." (Ogden, Fisher 2015). Przypomnijmy: te wzorce reakcji, zachowań i emocji kiedyś pozwoliły nam przeżyć. A dziś, w zmienionych okolicznościach - wracają jako nieuświadomione, automatyczne nawyki i trwają niezależnie od tego, czy przystają do naszej bieżącej sytuacji czy nie, nieustannie alarmując nas o tym, że bolesne doświadczenie z przeszłości za chwilę może znów stać się naszym udziałem. Jak to mawia Roland Combes - twórca pięknej metody Wuo Tai łączącej taniec z osteopatią - "ciało potrafi nas nieźle oczukiwać". Sygnały bólowe potrafią wyprowadzić nas na manowce. Emocje i silne reakcje hormonalne - także. Gdy jednak wypracujemy umiejętność obserwowania silnych reakcji emocjonalnych i cielesnych, nie identyfikując się z nimi i zdając sobie sprawę tego, że "bicie na alarm" może być echem przeszłych wydarzeń, a nie adekwatną reakcją na sytuację bieżącą - przestaniemy się tak obawiać naszych ciał i emocji. Wiemy już, że znamy drogę z powrotem i że jest ona dla nas dostępna.
W Somatic Experiencing® podstawową metodologiczną zasadą jest zatem miareczkowanie (ang. titration) - praca na granicach okna tolerancji i wchodzenie w cykle aktywacji i rozładowań "mikrodawkami". Transformujemy układ nerwowy za pomocą wielu takich "mikrodawek" aktywacji, a z tą praktyką i wieloma powtórzeniami - przecieramy powoli nowe szlaki neuronalne i wzmacniamy nowe wzorce. Okno tolerancji i możliwość kontenerowania klienta/tki stopniowo się poszerza. Jest to niewykonalne za pomocą jednej, wielkiej fali potężnego "uwolnienia emocjonalnego". Wygląda to z zewnątrz może i spektakularnie, ale skuteczność takiego działania - z punktu widzenia autonomicznego układu nerwowego będzie conajmniej wątpliwa. W SE® działamy powoli i stopniowo. W kategoriach taoistycznych praca z traumą to zatem swoista praktyka YIN - sztuka cierpliwości, słuchania, uważności i akceptacji. Zwłaszcza, że dyskomfort i symptomy klienta/tki mogą się na pewnym etapie naszej pracy zintensyfikować. Musimy być na to gotowi nie tylko my, ale też chcemy, aby w momencie, kiedy to nastąpi, gotowy/a był/a na to nasz/a klient/ka. Inaczej osoba szukająca u nas pomocy może się tego zjawiska wystraszyć lub w najlepszym razie poczuć zniechęcona do kontynuowania terapii.
Dlatego slogan "poczuj to wszystko" jest niezwykle upraszczający. Posttraumatyczną reakcją na to, co jest za duże i za mocne do skontenerowania będzie zamrożenie, dysocjacja i/lub odcięcie naszej świadomości od dostępu do zmysłu kinestetycznego (czyli umiejętności rejestrowania odczuć płynących z naszego ciała). Jest to niezwykle mądra, adaptacyjna i automatyczna reakcja pomagająca nas przejść przez najgorsze. Chroni nas ona przed bólem (fizycznym, emocjonalnym, psychicznym), który jest za duży do uniesienia. Na przestrzeni lat jednak to unikanie bólu i dyskomfortu zamienia się we wzorzec, który uniemożliwia nam czucie, a tym samym życie w pełni. W pracy SE® pracujemy zatem z zamrożeniem. Powoli budzimy zmysł kinestetyczny (potocznie zwany kontaktem z ciałem) klient/tka, jednocześnie uważnie obserwując, czy nie wywoła to w nim/niej zbyt intensywnego lęku, czy paniki, która poskutkuje ponownym zamknięciem systemu i utratą poczucia bezpieczeństwa. Dzieje się to zwłaszcza przy chorobach autoimmunologicznych, ale i np. nowotworowych, gdzie źródłem naszego największego lęku i niepokoju jest... nasze własne ciało. Jako praktyczka SE® obserwuję więc i jeśli trzeba, zwalniam jeszcze bardziej. Moja nauczycielka biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej Rosemary Wallace, przygotowując nas na tę sytuację, powtarza: pamiętaj, że nie krzywdzisz twojego/ej klienta/tki, choć ból może się podczas twojej pracy pojawić. Wraz z reorganizacją ból pojawi się często.
Przykładowo: uklady w trzewiach charakteryzują się niezwykłą złożonością wzajemnych powiązań. Dlatego też praca w tych obszarach może niwelować niektóre objawy, ale powodować powstawanie innych, w miarę jak różne energie wyłaniają się i zaczynają uaktywniać. Większa liczba symptomów bywa dobrym znakiem. Można wtedy pracować skuteczniej, ponieważ organizm jest bardziej stabilny. Często się to zdarza nawet u klientów, którzy wcześniej nie mieli żadnych objawów: Somatyczna praca z traumą może spowodować uwolnienie się energii wystarczającej do ujawnienia się symptomów, które wcześniej pozostawały ukryte. "Tacy klienci mogą zauważyć, że zaczynają sobie uświadamiać odczucia, uczucia czy emocje kryjące się pod tymi symptomami." (Ogden, Fisher 2015). Można założyć, że w ciele klienta/tki przechodzącego/ej do wyższych stadiów koherencji dezorganizacja będzie się raz na jakiś czas pojawiała i jest to naturalnym i pożądanym elementem procesu.
NEUROCEPCJA BEZPIECZEŃSTWA
W somatycznej pracy z traumą najważniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa w relacji terapeutycznej. To może być trudne do zrealizowania, gdy zgłębiamy i budzimy bolesne kwestie związane z traumą i przywiązaniem: "W wyniku rozbudzenia traumy pacjent może podświadomie neurocypować niebezpieczeństwo, czego następstwem jest aktywacja ośrodków strachu w mózgu, skutkująca uruchomieniem pierwotnych mechanizmów obronnych, takich jak wołanie o pomoc, walka, ucieczka, zastyganie w bezruchu czy odcinanie się od rzeczywistości. Wykorzystując uważność osadzoną w relacji terapeuta musi więc jednocześnie towarzyszyć osobie w bolesnym, bieżącym przeżywaniu przeszłości na nowo i dbać o zapewnienie poczucia bezpieczeństwa tu i teraz w stopniu, który umożliwi kontynuowanie terapii" (Ogden, Fisher 2015). To poczucie bezpieczeństwa jest budowane przede wszystkim poprzez niewerbalną komunikację, rezonans terapeutyczny i dostrojenie. To kolejna "miękka kompetencja", którą praktyczki/cy SE® wypracowują z biegiem wieloletniego doświadczenia.
Poczucie bezpieczeństwa klienta/tki będzie związane także ze stabilnym kontenerem i szerokim oknem tolerancji praktyczki/ka. Dzięki niemu osoba szukająca wsparcia czuje, że intensywność jej reakcji fizjologicznych, czy emocjonalnych, która może mieć na pewnym etapie miejsce ani nie "wystraszy" praktyka/czki, ani nie będzie przez nią/niego w żaden sposób oceniana: "Okno terapeuty jest kluczowym czynnikiem determinującym zakres, typy oraz intensywność emocji, które są zgłębiane lub odrzucane w (...) sojuszu terapeutycznym. Dwa okna tolerancji wspólnie określają, czym można się zająć jawnie i niejawnie oraz w jaki sposób to zrobić. Terapeuta, który ma wystarczająco szerokie okno tolerancji, będzie w stanie nie tylko zaprowadzić poczucie bezpieczeństwa w sojuszu, ale także zmotywować pacjenta do poszerzenia tego okna." (Ogden, Fisher 2015). Tu więc dochodzimy do kwestii, którą mój nauczyciel i twórca Osteothai David Lutt - zwykł ujmować w jednym, prostym stwierdzeniu: "Podczas sesji wydarza się to, na co obie strony są gotowe". Każda strona pracuje na regulacyjnych granicach swojego własnego okna tolerancji, i oba te okna wyznaczają pole możliwości tego, co na ten moment jest możliwe i będzie dla układu nerwowego klienta/tki wskazane. "Punktem wyjściowym terapii jest stworzenie w ramach relacji poczucia bezpieczeństwa w stopniu wystarczającym do tego, by pacjent mógł wyruszyć w - często zatrważającą - podróż do samopoznania." (Ogden, Fisher 2015).
TAOISTYCZNA METODA WODY A PRACA Z TRAUMĄ
Jako praktyczka, instruktorka i miłośniczka sztuk taoistycznych dostrzegam w nich całą mądrość współczesnych metod pracy z traumą opartych na neuronauce (i lata świetlne więcej). W taoizmie to samo nazywamy oczywiście innymi terminami, opartymi na wchodnim systemie medycznym i pracy energetycznej. W taoistycznym nurcie wody jedną z najbardziej fundamentalnych zasad jest działanie na max. 70% naszych możliwości. Zasada 70% (przykładowo: we wchodzeniu w zakresy ruchu, czy intensywności praktyki neigong, qigong, taichi czy medytacji) jest już sama w sobie reedukacją naszego ciała i zmianą wzorca. Jest komunikacją z naszymi tkankami, do których wysyłamy wiadomość, że od tej pory zamierzamy traktować nasze ciało z uważnością, zrozumieniem i łagodnością. Że zrozumieliśmy/ałyśmy, że sztywność, brak mobilności i ruchu jest mądrością tkanek i mechanizmem obronnym, chroniącym ciało przed ponownym przekroczeniem często ze strony nas samych. Działając na 70% komunikuję ciału, że wyciągnąłem/ęłam lekcję i nie zamierzam kontynuować działania nadwyrężającego możliwości moich tkanek. W ten sposób wysyłam komunikat: "Możesz mi zaufać". Często na skutek nierozsądnego "korzystania" z ciała samego/ej jego “właściciela/lki” - tkanki zaczynają się zamykać, aby chronić się przed dalszą (samo)destrukcją - kontuzjami, zranieniami itd. Działanie na 70% możliwości jest drogą do odzyskania zaufania tkanek i zbudowania harmonijnej relacji ze swoim własnym ciałem. Taoistyczne sztuki wody uczą od tysięcy lat, że ścieżka 70% będzie najszybszą i najskuteczniejszą drogą w usuwaniu napięć i sztywności z ciała, leczeniu kontuzji i odzyskiwaniu dawnej sprawności.
Dokładnie tę samą zasadę stosujemy w w taoizmie w pracy z traumą fizyczną, psychiczną i/lub emocjonalną. Podstawową metodą medytacji taoistycznej jest "rozpuszczanie" (ang. dissolving). Kinestetyczne monitorowanie odczuć i procesów we własnym ciele u zaawansowanych praktyków/czek potrafi osiągnąć niezwykły poziom precyzji i wyrafinowania, jak świadomość przepływu płynów fizjologicznych, ruchu powięzi, czy pracy organów wewnętrznych: serca, wątroby, nerek, mózgu. Dokonując takiego skanowania ciała (bardzo podobnego do praktyki Somatic Experiencing®, tyle że zdecydowanie bardziej precyzyjnego, a ponadto bardziej wymagającego, gdyż jest to praktyka samodzielna, w której nie mamy wsparcia i facylitacji z zewnątrz) lokalizujemy miejsca, w których rejestrujemy sztywność, napięcie, brak mobilności, siłę, a także - jak to ujmuje mój nauczyciel i mistrz taoistyczny Bruce Frantzis "something, that doesn't feel quite right, especially if you don't know what it is" [coś, co nie jest do końca w porządku szczególnie jeśli nie wiesz, co to jest]. Gdy takie miejsce w naszym ciele "namierzymy" - stosujemy świadomościową technikę rozpuszczania: lodu w wodę, wody w gaz. Technice tej trzeba by poświęcić oddzielny materiał, który by znacznie przekroczył ramy tego tekstu, dlatego na teraz poprzestanę jedynie na tej hasłowej wzmiance o taoistycznej metodzie rozpuszczania. To "szczególnie jeśli nie wiesz, co to jest" jest pięknym ujęciem wszystkiego tego, o czym piszę w poprzednich akapitach: mechanizmu traumy - mądrości naszego ciała, które wszystko to, co jest za duże do udźwignięcia i skontenerowania - zamyka w szkatułce nieświadomości na moment, kiedy będą panowały wystarczająco bezpieczne warunki wewnętrzne i zewnętrzne, aby to wydarzenie rozpakować i zintegrować.
Rozpuszczanie... Transformacja... Wewnętrzna alchemia. O ile jest to bliższe mojemu sercu nazewnictwo, niż "uwalnianie" i "rozładowywanie". Zawiera w sobie miękkość, a jednocześnie szacunek do materii, z którą pracujemy. Nie traktuje traumy jako odpadu, którego chcemy się pozbyć, a jako potencjał do rozwoju, dowód rezyliencji i manifest życia. Ponadto taoistyczna metoda wody stawia w centrum takie jakości jak cierpliwość. Czekanie. Akceptację. Integrację ciemności. Nieświadomość. Pokorę. Zaufanie do mądrości ciała. A ponadto: dyscyplinę i systematyczną praktykę. Jest zaprzeczeniem jednego wielkiego BAM - spektakularnego przełomu tak często współcześnie poszukiwanego na psychodelicznych ceremoniach, czy na sesjach "uwalniania traumy".
UWALNIANIE TRAUMY A KAPITALIZM
Na koniec - dla wszystkich osób, które w trakcie czytania tego materiału zastanawiały się: "wszystko OK, ale skąd ten tytuł??" - już tłumaczę. Cały ten wywód potrzebny mi był po to, aby podzielić się z wami jedną, prostą myślą: obecny "hype" na "uwalnianie traumy" postrzegam jako odbicie kapitalistycznej logiki produktywności i nastawienia na szybki, zewnętrznie widoczny efekt. Tym samym oferowane lekarstwo wydaje się być przedłużeniem choroby, którą obiecuje uleczyć. Potrzebowałam wejść w metodologię pracy z traumą aby pokazać, dlaczego jest to logika zgubna. A obieranie dróg na skróty może w najlepszym razie okazać się ścieżką dużo dłuższą i wyboistą, niż pokora wobec mądrości ciała i działanie na 70% możliwości. Mój nauczyciel sztuk taoistycznych Paul Cavel lubi powtarzać, że najtrudniej pracuje mu się z naprawdę bogatymi ludźmi. Żyją oni bowiem w przekonaniu (opartym na ich życiowym doświadczeniu), że jeśli czegoś chcą - mogą to kupić. I to natychmiast. Praktyki taoistyczne, a także praca SE® są tego zaprzeczeniem. Wykazują niezwykłą efektywność, niemniej ich skuteczność oparta jest na rozłożonej w czasie regularnej praktyce i niewidocznych dla oka, a przez to mało spektakularnych technikach szanujących ograniczenia wewnętrzne.
W naszych realiach sesje pracy z traumą będą z największym prawdopodobieństwem kosztowną usługą prywatną nie objętą publiczną opieką zdrowotną (swoją drogą zadziwia mnie normalizacja faktu, że w czasach tak potężnego kryzysu zdrowia psychicznego psychoterapia i terapia traumy są usługami przede wszystkim prywatnymi, których ceny można dowolnie windować w górę). Trudno więc dziwić się osobom poszukującym pomocy, że - stosownie do kosztów, które ponoszą - traktują te sesje jako poważną inwestycję, która ma w szybkim czasie się zwrócić. Jednak nasze ciała mają swoją własną, dużo starszą, niż kapitalizm mądrość i logikę. Wydaje mi się więc, że roztaczanie przed ludźmi iluzji prostych, szybkich rozwiązań w pracy z traumą jest wykorzystywaniem ludzkiego cierpienia i związanej z nim determinacji (a czasem także desperacji). Niezwykle żyzną glebą dla tego rodzaju nadużyć jest ponadto olbrzymi kryzys wspólnotowości, sieci oddolnego wsparcia i pomocy wzajemnej, a także hiper-indywidualizm i stres związany z koniecznością finansowego utrzymania się na powierzchni (i jednocześnie "prawem dżungli" na rynku pracy). To te kwestie są jednymi z głównych przyczyn kryzysu zdrowia psychicznego, epidemii depresji, samotności, chronicznego stresu i chorób autoimmunologicznych. Last but not least - niepokojące wydaje mi się często rozdmuchane ego terapeutów/tek, uzdrowicielek/li i twórców/czyń licznych metod "uwalniania traumy". Proces zdrowienia jest ZAWSZE zasługą osoby, która przez niego przechodzi. Rolą nas jako praktyków/czek pracy z traumą jest (tylko i aż) umiejętne w zdrowieniu towarzyszenie i cierpliwe wspieranie osób, które zwracają się do nas o pomoc.
Część 1/3 i 2/3 znajdziesz w poprzednich wpisach.
Bibliografia:
Materiały edukacyjne i notatki własne z trzech lat szkolenia Somatic Experiencing®
Peter Levine, Ann Fredrick, “Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy”, Czarna Owca 2022
Bessel van der Kolk, “Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy”, Czarna Owca 2023
Pat Ogden, Janina Fisher, “Psychoterapia sensomotoryczna”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2015