UWALNIANIE TRAUMY A LOGIKA KAPITALISTYCZNA (CZĘŚĆ 1/3)
PERSPEKTYWA PRAKTYCZKI SOMATIC EXPERIENCING®
”There is no healing that happens in overwhelm”
[Nie ma uzdrowienia, które dokonuje się w przytłoczeniu]
- Sonia Gomez
Rzeczywistość, w której obecnie żyjemy skutkuje kryzysem zdrowia psychicznego i fizycznego. Konsekwencje tego prawdopodobnie każdy/a z nas może już bezpośrednio odczuć - jeśli nie na sobie, to w swoim najbliższym otoczeniu. Rynek metod uzdrawiania i terapii rośnie z prędkością światła. Nie trzeba długo szukać, aby odnaleźć dziesiątki "rewolucyjnych" metod obiecujących natychmiastowe efekty w często spektakularnie wyglądającym akcie "uwolnienia" lub "rozładowania". Co jakiś czas wyświetlają mi się w mediach społecznościowych reklamy, chcące przekonać o skuteczności danego podejścia, pokazując osobę podczas silnej reakcji emocjonalnej lub wijącą się w konwulsjach na stole masażowym. Tylko: czy to naprawdę jest takie proste? Czy możemy jednym, magicznym aktem wypędzić z naszego systemu traumę jak złego ducha? Dużo może tu wyjaśnić perspektywa somatycznej pracy z traumą Somatic Experiencing®, której twórca - Peter Levine - poświęcił dekady na naukowe badania nad tym, jak traumatyczne zdarzenia odciskają ślad w neurofizjologicznych systemach ciała i jak możemy skutecznie facylitować trwałą rekalibrację układu nerwowego nawet kilkadziesiąt lat później.
INTENSITY JUNKIES
Nie podejmuję się analizy porównawczej licznych dostępnych na rynku metod "uwalniania", która byłaby zadaniem badawczym na minimum kilka miesięcy. Dlatego w tym miejscu disclaimer: nie jest moją intencją dyskredytowanie "ad hoc" którejkolwiek z metod, a już na pewno nie wrzucanie ich wszystkich do jednego worka ze względu na łączące je nazewnictwo. Co wydaje mi się natomiast godne uwagi (i czemu poświęcam ten materiał) to właśnie kwestia samej terminologii. Fakt, że tak przemawia do nas obietnica "uwolnienia" i "rozładowania" uważam za znaczący. W sposobie, w jaki wizualnie przedstawiane i reklamowane są coraz liczniejsze metody "emotional release", "energetic release" lub "trauma release" [uwalniania emocjonalnego, energetycznego, traumy] pobrzmiewa założenie, że intensywność świadczy o skuteczności. Te potrzeby i wyobrażenia odzwierciedlają powszechną logikę ukształtowaną przez szybki, niestabilny i stresujący świat, w którym żyjemy: więcej, szybciej, bardziej, mocniej... Lekarstwo zdaje się być odbiciem tempa życia i przebodźcowania, które doprowadza nas do chronicznego stresu, chorób i dysfunkcji. Berlińska praktyczka pracy z ciałem Marysia Pstrokońska, która ostatnio opublikowała na ten temat świetny tekst, używa sformułowania "addiction to big feelings" [uzależnienie od intensywnych emocji]. Zauważa, że dużo osób, które zgłasza się do niej po pomoc - powielając narrację panującą w świecie "healing work" (świecie holistycznej pracy z ciałem, jak i przeniesionych na grunt europejski praktykach rdzennych wykorzystujących medycynę roślinną) - poszukuje intensywnego doświadczenia, jeśli nie od razu przełomu. Ich podejście jest nastawione na cel, jakim jest silne uwolnienie fizjologiczne lub emocjonalne podczas sesji. Co związane jest z nieodłącznym rozczarowaniem, gdy takie nie następuje. Za oczekiwaniem tym kryje się założenie: czym większa "fala" (termin, którego używamy w Somatic Experiencing®, pracując z cyklami aktywacji i rozładowań w autonomicznym układzie nerwowym) - tym lepiej. Tym skuteczniej. Tym sesja okazała się "lepszą inwestycją".
Na gruncie neuronauki nie jest to jednak prawda. Pod względem biochemicznym silne "uwolnienie" to zalanie ciała hormonami, przede wszystkim kortyzolem, adrenaliną, prolaktyną i oksytocyną. Czy przejście przez takie intensywne doświadczenie faktycznie wprowadza w nasz system trwałą zmianę? Czy raczej jest odsłoną znanego chociażby z psychoanalizy zjawiska natrętnego powielania najbardziej znajomego dla nas wzorca? Na gruncie Somatic Experiencing® będziemy mówić o podążaniu najbardziej dla nas dostępnym i utrwalonym szlakiem neuronalnym. Dlaczego wybieramy to, co najlepiej znamy? Bo znane, to przynajmniej przewidywalne. A przewidywalność jest dla naszego autonomicznego układu nerwowego fundamentalnym kryterium związanym z poczuciem bezpieczeństwa. Nasze ciała, których neurooprogramowanie niewiele się zmieniło na przestrzeni setek tysięcy lat (podczas gdy dokoła zmieniło się niemal wszystko) będą automatycznie dążyć raczej do odtwarzania tego co znajome, nawet jeśli nie jest to już sprzyjający naszemu dobrostanowi i rozwojowi wzorzec, niż do dającej szansę na pozytywną zmianę podróży w nieznane. To właśnie wtedy - gdy “silniejszy od nas” wzorzec jest reakcją przetrwaniową i adaptacyjną, która ukształtowała się na skutek zagrażającej nam sytuacji życiowej lub dramatycznych zdarzeń - niezbędna może się okazać somatyczna praca z traumą, w której praktyk/czka umiejętnie facylituje proces transformacji automatycznych wzorców reakcji autonomicznego układu nerwowego i wspiera w stopniowym poszerzaniu tzw. "okna tolerancji" układu nerwowego (o nim za chwilę). Bo proces ten można przeprowadzić wyłącznie stopniowo. Oto dlaczego.
CEL: KONTENEROWANIE, NIE UWALNIANIE
Nie jest sztuką wywołać silną reakcję emocjonalną lub fizjologiczną. Dla osób pracujących somatycznie z traumą i rozumiejących na czym polega reakcja posttraumatyczna nie stanowi to żadnego wyzwania. Sztuką jest wiedzieć, jakiej wielkości "fala" reakcji emocjonalnej i/lub fizjologicznej będzie dla tej danej osoby i w tym momencie odpowiednia. Odpowiednia znaczy wystarczająco duża, ale nie za duża. Odpowiednia znaczy taka, która systemu nie przeciąży, która będzie możliwa do zintegrowania przez tę osobę w tym konkretnym momencie.
Somatic Experiencing® skupia się na wsparciu możliwości ciała do przepracowania trudnych zdarzeń z przeszłości. Możemy otworzyć i zintegrować tylko tyle, na ile pozwala nam na to możliwość naszego ciała do pomieszczenia przywoływanych trudnych wspomnień, emocji, stanów bez ponownego wpadania w przeciążenie i przeładowanie, które nastąpiło w przeszłości w momencie traumatycznego zdarzenia. W Somatic Experiencing® tę zdolność nazywamy kontenerowaniem. Kontenerowanie jest zatem zdolnością do rozszerzania się i obejmowania ciśnienia wewnętrznego (czyli tego, co w SE® nazywamy aktywacją). Jedną więc z naszych intencji jest wspieranie zwiększonej zdolności organizmu do pomieszczenia stanów wysokoenergetycznych bez utraty stabilności systemu. Ponieważ w traumie uczucia są zbyt silne i zbyt zagrażające lub zbyt pochłaniające energetycznie, zostają one sfragmentaryzowane i umieszczone na zewnątrz JA doświadczeniowego. Zostają one natomiast zintegrowane w momencie, kiedy ponownie udaje się je objąć uwagą. Drogą w to miejsce jest stopniowa praca nad kontenerowaniem, czyli poszerzanie tzw. okna tolerancji. Okno tolerancji to stan, w którym możemy w sposób elastyczny przetwarzać bodźce bez ulegania przytłoczeniu, dysocjacji lub zamrożeniu. W którym - nawet doświadczając aktywacji współczulnej, rozregulowania, stresu, frustracji itd. jesteśmy w stanie stosunkowo płynnie i szybko wrócić do stanu spokoju, poczucia bezpieczeństwa i stabilności. To pojęcie pokrewne temu, co potocznie nazywa się "odpornością psychiczną", a co w SE® raczej nazwiemy rezyliencją. Składa się na nią nie tylko to, ile możemy "udźwignąć", ale też elastyczność systemu, czyli jego zdolności adaptacyjne i tempo powrotu do stabilnego stanu spokoju i regeneracji.
Terapeuta/tka SE® pomaga klientom/tkom rozwijać ich własny kontener, aby byli w stanie objąć uwagą swoje doświadczenie. Jej zadaniem jest wspierać w kontenerowaniu w ciele sfragmentaryzowanych i trudnych odczuć, aby mogły się one porządkować. Jeśli przepony ciała rozluźnią się i są koherentne, ich koherencja będzie służyła jako kontener dla uczuć. Stan koherencji jest swoistym wehikułem, który mieści i transformuje afekt. Kiedy tylko dana osoba nawiązuje kontakt z koherencją, może zacząć integrować i asymilować swoje doświadczenia. Można więc powiedzieć, że w pracy z dotykiem opartej na założeniach SE® pracujemy nad pogłębieniem i rozszerzeniem zdolności do odczuwania emocji i monitorowania odczuć i wrażeń w naszym własnym ciele. Transformacja nie polega tu więc na "uwolnieniu" lub "rozładowaniu" części nas, która jest przytłaczająca, bolesna, niekomfortowa, trudna. Chodzi o jej zintegrowanie, podobnie do jungowskiej integracji "cienia". Jest to więc proces swoistego metabolizowania i "ucieleśniania", a więc włączania do somatycznej, kinestetycznej świadomości trudnych doświadczeń i wynikających z nich odczuć, emocji i wzorców w ciele.
Szczególnie osoby z hiperaktywnym organizmem (a to często one są poszukiwaczami "intensywnych wrażeń") w pierwszej kolejności będą wymagać tylko pracy nad kontenerowaniem. Powód, dla którego z poważnie cierpiącym/cą klientem/ntką terapeuta nie pracuje nad przejściem nawet jednego cyklu aktywacji (budzenia bolesnych doświadczeń, wspomnień, odczuć itd.) jest następujący: świadomie nie chcemy w takich osobach uwalniać na tym etapie jakiejkolwiek energii. Klienci/tki często nie zdają sobie sprawy z tego, że żyją w zamrożeniu. Na tym etapie celem terapeutycznym jest więc tylko zwiększanie koherencji i rozszerzanie kontenera. Jak podsumowuje Pat Ogden w "Psychoterapii Sensomotorycznej": "Trzeba pamiętać, że jeśli pobudzenie znacznie wykracza poza regulacyjne granice okna tolerancji, integracja doświadczenia nie będzie możliwa." (Ogden, Fisher 2015).
PRACA NA GRANICACH OKNA TOLERANCJI
W pracy manualnej opartej na założeniach SE® nie unikamy bynajmniej aktywacji, dysregulacji, czy niekomfortowych emocji. Wręcz przeciwnie: doświadczanie ich z miejsca poczucia bezpieczeństwa i dostępu do swoich wewnętrznych zasobów jest sercem tej metody. Polega ona na stopniowym zwiększaniu tolerancji na swoje doświadczenie wewnętrzne i możliwość pozostania z nim. To ta możliwość doświadczania i tolerowania bodźców, które do tej pory powodowały przytłoczenie i na jego skutek: zamrożenie lub dysocjację otwiera nam możliwość zmiany wzorców: fizjologicznych, emocjonalnych, neurologicznych. Często jest to warunek nie tylko konieczny, ale i wystarczający do tego, aby zmiana nastąpiła. Na tym polegają taoistyczne praktyki medytacyjne, gdzie (naszą świadomością) pozostajemy w pełni obecni i dostępni dla pojawiających się doznań w ciele. Na tym polega "magia" biodynamicznej terapii czaszkowo-krzyżowej. Na tym opiera się także metoda Somatic Experiencing®. Praktykujemy i rozwijamy zdolność do świadkowania doznaniom i odczuciom, które pojawiają się w naszym ciele bez poczucia przytłoczenia, przeciążenia i wpadania w ten sam stan, który zwykł temu odczuciu towarzyszyć w przeszłości. Odsprzężamy w ten sposób somatyczne odczucie od strachu. W sytuacji bezpieczeństwa i wsparcia niejako "izolujemy" dane odczucie cielesne i zostajemy z nim. W ten sposób oddzielamy je od wszystkich związanych z nim, magazynowanych często latami nadbudowań: narracji, emocji, przekonań, lęków. "Jedyną rzeczą, która naprawdę ma znaczenie w tej pracy, jest dostrajanie się do siebie: świadomość tego, czego doświadczasz i jak najlepiej możesz siebie w tym momencie wesprzeć - to jest prawdziwa podróż" (Sonia Gomez). Z każdym doświadczeniem rozregulowania czy aktywacji, po którym - dzięki stabilnemu kontenerowi i poczuciu bezpieczeństwa uda nam się wrócić do równowagi - będzie wzmacniać się nasza wiara w sens tej pracy, w możliwości zmiany wzorców i przede wszystkim: w siebie.
Wychodzimy zatem z założenia, że optymalne otoczenie terapeutyczne to takie, w którym pacjent czuje się "bezpiecznie, ale nie nazbyt bezpiecznie" (Ogden, Fisher 2015).. Gdzie jest na tyle bezpiecznie, aby móc się otworzyć na pracę wykorzystującą neuroplastyczność mózgu, polegającą na stopniowym rozszerzaniu możliwości odczuwania tego, co trudne, bolesne i eksplorowanie innych wzorców reakcji na ten sam bodziec. Wzorców, które zmieniają się na skutek poczucia bezpieczeństwa, umiejętnego prowadzenia pacjenta/tki przez "odpowiednio duże, ale nie za duże" fale aktywacji (współczulnej) i powrotów do dominacji układu przywspółczulnego. Tak stopniowo poszerzać się będzie okno tolerancji i możliwość kontenerowania doświadczeń, odczuć, wspomnień, bodźców. "By zmieniać swój mózg i poszerzać okno tolerancji, musimy przerwać nasze stare nawyki, powstrzymywać je i próbować nowych rzeczy, które nie mieszczą się w naszej strefie komfortu" (van der Kolk 2023). Czyli w kontrolowanych warunkach praktykować podejmowanie ryzyka. "Pójście krok dalej" w pracy z traumą może mieć formę werbalną i otwarcie tematu traumatycznego zdarzenia z przeszłości. Tu często newralgicznym momentem będzie wypowiedzenie na głos kwestii czy słów, które nie mogły być wypowiedziane w przeszlości. Często przybiera ono formę dopełnienia zablokowanego w momencie traumatycznego zdarzenia impulsu do walki lub ucieczki. Wtedy umiejętnie wspieramy osobę w wykonaniu narzucającego się spontanicznie ruchu, impulsu do stawiania oporu, odpychania, gryzienia, krzyku, uderzenia, uciekania itd., wszystko wielokrotnie zwalniając i “rozciągając czas”. Tym samym dajemy ciału możliwość zarejestrowania tego, że teraz (w przeciwieństwie do przeszłości) obrona jest możliwa i skuteczna. A także szansę zintegrowania tego doświadczenia. Pracując manualnie - pracujemy z konkretnymi tkankami odpowiedzialnymi za reakcje obronne. Często są to konkretne partie mięśni, jak zginacze bioder (uciekanie) czy żwacz (gryzienie, krzyk). A czasem będziemy po prostu oferować wspierającą obecność .
Czasem będziemy świadkować poruszającym i ekspresyjnym procesom reorganizacji fizjologicznej i/lub emocjonalnej. Jednak nie są one dla nas celem samym w sobie. Celem jest wspieranie zdolności do utrzymywania energii, doznań i ładunku bez konieczności natychmiastowego ich rozładowania. Zdolność (samo)obserwacji i (samo)świadomości pojawiających się w czasie rzeczywistym somatycznych reakcji i umiejętność pozostania w tym doświadczeniu chwilę dłużej. Ta "chwila dłużej" otwiera bowiem możliwość reorganizacji i zmiany wzorca - często po dekadach powielania automatycznej i natychmiastowej reakcji ciała, odtwarzającej traumatyczne zdarzenie z przeszłości. Naszym zadaniem jako praktyków/czek SE® jest rozumienie tych procesów i umiejętność rozpoznawania, czy służą one naszej/emu klientce/owi na tym etapie pracy. Kluczowa tu będzie ponadto nasza własna stabilizacja, regulacja i osadzenie, które będą wzmacniać kontener i poszerzać pole możliwości.
Podejmowane tutaj ryzyko nie powinno powodować zbytniego rozregulowania pobudzenia, ale jednocześnie powinno być na tyle niepokojące, aby doprowadzić pobudzenie do granic okna tolerancji, dzięki czemu możliwości klienta/tki, a także jego/jej okno tolerancji będą mogły się stopniowo poszerzać (Ogden, Fisher 2015). W pracy manualnej opartej na założeniach SE® monitorujemy więc, czy aby nie rozpoczynamy procesu "puszczania kontroli" i rozluźniania ciała za szybko i za bardzo. Jeśli okno tolerancji systemu jest małe, a zdolność do kontenerowania - niska - może to zainicjować fizjologiczne lub emocjonalne procesy, które na tym etapie osobę przeciążą i/lub zretraumatyzują. U tych osób używamy dotyku tylko po to, aby odrobinę obniżyć aktywację współczulną i aby klienci/tki poczuli/ły pewną dozę koherencji. To są osoby, z którymi szczególnie często sprawdzamy: “Czy to jest dla ciebie OK?” “Czy to nie za dużo?” Dążymy do spadku pobudzenia współczulnego i wzrostu koherencji wraz z każdą drobną porcją kontenerowania. Według SE® w pracy z takimi osobami na pierwszą widoczną zmianę trzeba będzie poczekać minimum kilka miesięcy.
Do tej praktyki potrzeba mnóstwa doświadczenia i wprawy. Jedynie doświadczenie pozwala właściwie wyłapać i odczytać często bardzo subtelne, niewerbalne sygnały informujące o tym, że wychodzimy poza okno tolerancji. A czym wcześniej uda się to "wyłapać", tym szybszy i łagodniejszy będzie powrót, bez przeciążania, przytłaczania i wpadania w wir traumy (ang. trauma vortex), z którego wyprowadzenie klienta/tki potrwa już zdecydowanie dłużej. Wir traumy jest dla ciała wykańczający, a z punktu widzenia skuteczności terapii - przeciwskuteczny.
To be continued… Część 2/3 ukaże się w kolejnym wpisie za kilka dni.
Bibliografia:
Materiały edukacyjne i notatki własne z trzech lat szkolenia Somatic Experiencing®
Peter Levine, Ann Fredrick, “Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy”, Czarna Owca 2022
Bessel van der Kolk, “Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy”, Czarna Owca 2023
Pat Ogden, Janina Fisher, “Psychoterapia sensomotoryczna”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2015